Home
The Stories
Faust

 





e-mail
PL FFE Site
Webmaster


Hosting by:

StareGry.pl
stare gry, klasyka,
abadonware


Best view: IE 5+
800x600
1024x768
screen resolution







"Faust" by: S.L.A.M

str. 3

Rękawicą starła nalot i zajęła się szukaniem mechanizmu otwierającego właz. Tak, jak się tego spodziewała, przycisk "Open" był ciemny. Z plecaka wyciągnęła łom, którego jeden z końców umieściła w otworze obok drzwi komory.
Znalazła oparcie dla nóg i rozpoczęła morderczy wysiłek, mający na celu ręczne otwarcie drzwi.

Rozwarcie włazu na szerokość pozwalającą jej na prześlizgnięcie się
zajęło prawie dziesięć minut. Będąc już w środku musiała tym razem zamknąć drzwi, ponieważ system bezpieczeństwa nie pozwalał na otwarcie następnych przed zamknięciem wszystkich zewnętrznych. Nie przejmowała się powietrzem wewnątrz statku, które albo się skropliło, albo wogóle nie istniało; na głowie miała inne sprawy.

Przez zmniejszającą się szczelinę zamykającego się włazu po raz ostatni zerknęła na przyjazne gwiazdy, odnosząc wrażenie, że przykrywa wieko własnej trumny.
Z kolejnymi drzwiami poszło jej łatwiej. Znalazła się wewnątrz obcego
statku. Wszędzie panowała ciemność, wygaszone były nawet światła awaryjne.
powoli rozejrzała się wkoło.

Światło umieszczone na jej hełmie ujawniało kolejne ściany, drzwi i napisy w czystym języku Imperium. Na jednej z grodzi umieszczono zdjęcie panującego cesarza. Nie znała tej twarzy z żadnych dzienników. Zdała sobie wówczas sprawę, jak stary musi być ten statek, a także jak długo musiał tutaj czekać i dryfować przez gwiazdy.

- Jesteś obrzydliwy - powiedziała do portretu. - i tyczy się to również twojego syna lub wnuka, kimkolwiek jest.

Powoli poruszała się naprzód, chwytając się co pewien czas grodzi, aby nie nabrać zbyt dużej prędkości. Uszkodzony statek jest pełen różnego rodzaju ostrych kantów lub innych niebezpieczeństw, a przy braku grawitacji moment nieuwagi może być w zupełności wystarczający, aby zostać z rozerwanym skafandrem lub wylądować gdzieś w sieci nie izolowanych przewodów.

- No Panie Murphy, jeśli w tej kupie złomu istnieje chociaż jeden przyrząd pobierający jakąś energię, to napewno Pan go znajdzie stając na nim - mruczała sama do siebie.
Wszystko odbywało się bardzo wolno. Na statku bez jakiejkolwiek energii każde drzwi muszą być otwierane ręcznie; nawet nowoczesne skafandry nie są przystosowane do nadmiernego wysiłku fizycznego. Kiedy pokonała trzy włazy pomiędzy komorą powietrzną a mostkiem, była mokra od potu.

Elementy skafandra, odpowiedzialne za utrzymanie stałych warunków podtrzymania życia, pracowały pełną parą. Potrząsnęła głową, aby usunąć pot zalewający jej oczy. Zamiast tego skutecznie pokryła cienką warstwą pary przednią część hełmu. Uczepiła się drzwi i cierpliwe czekała, aż system wentylacyjny z tym się upora.
Przednia część mostka była przykryta przezroczystym baldachimem, przez który było widać powoli poruszające się gwiazdy.

W miarę jak statek kręcił się, światło gwiazd oświetlało coraz to inną część pomieszczenia, ukazując kształty przyrządów sterowniczych, główny ekran i trzy fotele usytuowane pod baldachimem. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że załoga cały czas zajmowała swoje miejsca.

Wspaniale - pomyślała ze zgrozą. - Zanosi się na całkiem "przyjemną" wycieczkę.

- Ruszyła naprzód, aby sprawdzić pierwsze zwłoki.

Najbliższy niej mężczyzna siedział w swoim fotelu. Jego wychudzona twarz bezwiednie wpatrywała się w gwiazdy. Zwłoki zachowały się w doskonałym stanie, zamarzły zanim zdążyły je dopaść jakiekolwiek bakterie. Miał na sobie szczątki jakiegoś munduru; kieszeń na piersi była przyozdobiona wieńcem wstęg i medali, a przez szyję miał przewieszony złoty łańcuch z kolejnym orderem. Według jej przypuszczeń tylko dyplomata niższego szczebla mógł coś takiego założyć na siebie.

Pilot siedzący na przednim fotelu miał na sobie zwykły szary strój roboczy. Kurtka z wyszytym na piersi imieniem była tego samego koloru. Na glowie miał hełm, z którego zwisało kilka przewodów. Koło ust cały czas unosił się mikrofon, sprawiając wrażenie, jakby człowiek chciał jeszcze coś powiedzieć. Jego zaciśnięte ręce spoczywały na kolumnie sterowniczej, stopy cisnęły na pedały.

Trzeci mężczyzna wyglądał jakby spał z głową opartą o zagłówek. Miał zamknięte oczy. Tak jak pilot był również ubrany w mundur marynarki, jednak bez widocznych insygnii i oficerskich stopni. Jego ręce leżały na kolanach, pedantycznie zaś ułożony był hełm obok fotela. Wyglądał, jakgdyby na coś czekał.

Przysunęła się bliżej, aby móc dokładniej mu się przyjrzeć. Nagle, gdy światło jej latarki objęło mu twarz, mrugnął oczami.

Odskoczyła i hełmem uderzyła w baldachim znajdujący się nad nią. Chciała krzyczeć, ale strach skutecznie sparaliżował jej struny głosowe. Serce waliło jak młot; czuła przepływające przez jej ciało naprzemian ciepłe i zimne prądy. Martwy człowiek spokojnie patrzył na nią. Wpatrywała się w niego z przerażeniem na twarzy, ściskając w dłoni łom, który był jej jedyną bronią.

Po krótkiej chwili, która wydawała się wiecznością, jej wbudowane radio wydało głuchy trzask.

- Proszę, nie bój się. - powiedział spokojnym głosem.

Rytm bicia jej serca powoli wracał do normalnego stanu.

Jej ciało bezwładnie unosiło się nieważkiej kabinie. Nie była nawet w stanie zwinąć się w kłębek i krzyczeć do utraty tchu.

- Proszę wybacz mi. Nie chciałem cię wystraszyć.

- Wystraszyć mnie? - spytała z niedowierzaniem. - O mało nie dostałam ataku serca. Zabiłbyś nas oboje. Mój biomonitor jest podłączony do generatorów mocy na moim statku.

- Musisz mi wybaczyć - kontynuował niewzruszonym głosem. - Od długiego czasu pracowałem przy zmniejszonej mocy, a to nie pozwala na przygotowanie się na wszelkie ewentualności. Teraz zdaję sobie sprawę, że byłoby lepiej, gdybym cię uprzedził o swoim istnieniu.

- Zawsze wiedziałam, że z jakiegoś powodu nie lubiłam robotów - powiedziała słabym głosem. - Czy coś takiego robisz dla zabawy, czy może przypadkiem prowadzisz jakieś bardzo ważne badania naukowe i sprawdzasz, jak zareaguję?

- Nie chciałem cię wystraszyć. Przepraszam za to zamieszanie.

Elaine chwyciła podporę znajdującą się nad nią i odepchnęła się w dój, by spocząć na przedniej konsoli. Nawet w stanie mikrograwitacji w możliwości siedzenia jest coś uspokajającego.

- Sądzę, że jeszcze nigdy nie widziałam doskonałego ludzkiego robota - powiedziała. - Androidy, tak. Ale ty w całości musisz być syntetyczny, inaczej byś nie przeżył.

- Trwałość była głównym założeniem mojej konstrukcji. - Elaine w jego syntetycznym głosie wyczuła ton dumy.

- Cieszę się, że ci się udało. Pamiętaj jednak o zwykłych kruchych śmiertelnikach. Niektórzy z nas nie są tak dobrze przystosowani do ekstremalnych warunków ani do zbyt dużych emocji.

Na chwilę zamyśliła się.

- Tylko ty przeżyłeś? Czy są jeszcze inni, którzy mogą zaraz wyskoczyć i zrobić "Buu"?

- Jestem jedynym sztucznym członkiem załogi. No z wyjątkiem komputera pokładowego, który od jakiegoś czasu już jest nieczynny. Cała ludzka załoga zginęła.

Zerknęła na dwa martwe ludzkie ciała, potem znów na syntetycznego rozbitka, który nie spuszczał z niej oczu. Na jego twarzy rysował się jakby uśmiech.

- Od dawna tu siedzisz, nieprawdaż? I gdybym się nie "napatoczyła", to dryfowałbyś tak bez końca. Jak długo już tu czekasz?

- Obecna misja tego statku rozpoczęła się w roku sześćset sześćdziesiątym ósmym po dojściu do władzy Imperium. Fatalnych uszkodzeń statek doznał w tym samym roku.

- Poczekaj... Pierwszy cesarz objął tron w latach dwa tysiące trzydziestych? Więc sześćset sześćdziesiąty ósmy wypadałby około roku trzechtysięcznego? - Pokręciła głową. - Poczekaj chwilę. W owych czasach nie produkowali tak wyspecjalizowanych robotów. Kłamiesz.

- Nie oszukuję cię - odpowiedział bez emocji. - Imperium ze względów ideologicznych stawia na biotechnologię a nie na robotykę. Mogę cię jednak zapewnić, że jak najbardziej potrafią budować takie roboty, jak ja. Główną przeszkodą są tutaj koszty. Nie opanowaliśmy jeszcze techniki masowej produkcji, rozpowszechnionej w Federacji. Ludzkie roboty są więc tylko wykorzystywane do misji, które mogą usprawiedliwić dodatkowe wydatki.


- No dobrze, co to była więc za misja, skoro się tu znalazłeś?

Misją statku i załogi był szczyt dyplomatyczny Imperium i rasy Thargoidów.

Elaine opadła szczęka.

- Czy mógłbyś to powtórzyć? - Robot powtórzył to, co przed chwilą powiedział.

- Negocjowaliście... z Thargoidami? Widzieliście ich? Kontaktowaliście się z nimi?

- Nawiązaliśmy kontakt ze statkami Thargoidów - potwierdził.

- No, a co wydarzyło się dalej?

- Zaatakowali nas.

Elaine zaśmiała się.

- Wcale mnie to nie dziwi - powiedziała. - Sądziłam, że Wspólnota zdawała sobie sprawę, iż Thargoidzi będą się raczej bić niż rozmawiać.

- O naszej wyprawie Wspólnota nic nie wiedziała. Naszym sponsorem było wyłącznie Imperium.

Elaine po raz drugi ze zdziwieniem spojrzała na robota. W głowie miała mętlik.

- I co dokładnie mieliście im powiedzieć? - spytała niepewnie.

- Cesarz wzamian za pomoc w pokonaniu federacji chciał zaproponować im przymierze. Przejęte systemy Federacji miały być równo podzielone pomiędzy Imperium a Thargoidów.

- Proponowaliście... podpisanie przymierza... z wrogiem? Chcieliście oddać połowę ludzkiej populacji w ręcę obcej rasy? Jak mogło coś takiego przyjść wam do głowy? Jak mogliście brać w tym udział?

- Nie moja rasa - odpowiedział na zarzuty robot. - Sprawy organicznych form życia nie są moją sprawą.

- Oh, wspaniale. Bardzo odpowiedzialnie zachowanie. Czy masz jakie kolwiek poczucie lojalności?

- Zostałem zaprojektowany by posłusznie wykonywać wszystkie polecenia - stwierdził robot.

- Nie o to pytałam - pokręciła głową. - Mogłam się domyślić. Fakt, iż Imperium było gotowe sprzedać połowę ludzkości, nie powinien mnie zaskoczyć.

- Nie tylko Imperium.

Czytaj dalej >>>

 

przejdź do strony: 1 3 4






Frontier: First Encounters by David Braben and Frontier Developments ©1995
Everything else ©2002 Marcin Oleksy unless otherwise stated
     PL Frontier: First Encounters Web Site